
Od wielu już lat obserwuję proces grodzenia terenów będących własnością wspólnot mieszkaniowych i spółdzielni. Jest to proces naturalny po latach socjalistycznej wspólnej własności. Ludzie w ten sposób odreagowują, cieszą się tym, że mają coś swojego, chronią własność i uczą się gospodarować nią. Efektem tych zabiegów są piękne zadbane podwórka, zielone skwery i super utrzymane place zabaw. Są one jednak dostępne tylko dla mieszkańców - co zrozumiałe. Więc co w tym złego? zapyta ktoś. Odpowiem tak - w zasadzie nic. O ile chronienie własności nie zaczyna przybierać absurdalnych rozmiarów i form. Czym innym jest bowiem drewniany płot otaczający domek z ogródkiem (mający bardziej symboliczne niż praktyczne znaczenie), a czym innym jest metalowe ogrodzenie z ochroną przy bramie wjazdowej. Płot, to już nie symbol lub element dekoracyjny, ale pilnie strzeżona granica, dzieląca przestrzeń publiczną w sposób sztuczny i niezgodny zasadami obowiązującymi mieszkańców miast.. Prawdziwym koszmarem jest to, co się dzieje obecnie na nowych osiedlach, gdzie powstają kolejne poziomy zasieków - grodzone są całe osiedla a w ramach tych osiedli często nawet poszczególne domy. Żeby odwiedzić znajomych należy się meldować ochroniarzowi a samochód zostawia się poza osiedlem lub na specjalnym parkingu dla gości. Jest to po prostu upokarzające dla osób przychodzących. I w gruncie rzeczy równie upokarzające dla tych, co zamykają się w takim gettcie. Poczucie bezpieczeństwa jest tam złudne, bo po pierwsze poczucie zagrożenia i podejrzliwość wcale nie znika wraz z kolejnymi zasiekami, a po drugie otaczający świat obserwowany zza krat jawi się jako coraz bardziej niebezpieczny i wrogi. Nie wspominając już o tym, że dla dobrego złodzieja żadna przeszkoda nie stanowi wystarczającej bariery i jak zechce nas okraść, to i tak to zrobi. Największym jednak problemem z mojego punktu widzenia jest w tym zjawisku dzielenie przestrzeni miejskiej - przestrzeni publicznej, która powinna być przestrzenią wspólną. Nie dlatego, że takie jest moje widzimisie, ale dlatego, że takie są zasady funkcjonowania miasta. Jeśli ktoś nie wyraża zgody na panujące w mieście, uświęcone zasady - nie powinien w mieście mieszkać. Bo robi krzywdę sobie oraz wszystkim innym mieszkańcom. Jeśli więc ktoś mnie pyta dlaczego grodzone osiedla są złe - odpowiem prosto - bo są antytezą miasta. Bo stoją w sprzeczności z ideą miejskości, bo kaleczą strukturę miasta i antagonizują jej mieszkańców niszcząc tkankę społeczną. Czy to mało?
10.09 2009
więcej »











