
MÓJ MŁODSZY BRAT KAROL KRÓLIKOWSKI ZMARŁ NIEOCZEKIWANIE O 4.30 NAD RANEM, Z NIEDZIELI NA PONIEDZIAŁEK DNIA 5 PAŹDZIERNIKA 2009 ROKU. MIAŁ 30 LAT. ŻEGNAJ BRACISZKU!
Urodziłam się w Warszawie, ale moja rodzina z Warszawy nie pochodzi. Właściwie trudno powiedzieć skąd jestem. Mój tata urodził się pod Sandomierzem a mama w Szczytnie. Wychowywali się jednak w Warszawie i czują się Warszawiakami. Dziadkowie, to jeszcze bardziej skomplikowana historia. Właściwie każde z czwórki moich Dziadków było z innego "końca świata" - z Krzemieńca, Krakowa (a właściwie z Wieliczki), z Czyżowa Szlacheckiego pod Zawichostem i z małej wioski o nazwie Piotrowice również koło Zawichostu. Ich rodzice i dziadkowie, to jeszcze bardziej odległe historie przeprowadzek, wyjazdów i powrotów. To kolejne miejsca na mapie - gdzie na chwilę zamieszkali i skąd równie szybko przyszło im wyjechać. Tak na prawdę brakowało tego, co każdej rodzinie jest bardzo potrzebne - zakotwiczenia. Nie było domu. Nie było miejsca, punktu odniesienia - skąd się wychodzi i gdzie się po latach wraca. Ale też dzięki temu nie było żalu po tym, co odebrała wojna. Może to i dobrze?
Wiem, że dla wielu osób takie odległe historie niewarte są wspominania, ale ja uważam, że to kim jesteśmy jest prostą wypadkową tego skąd i od kogo pochodzimy, zaś kultywowanie rodzinnej historii i tradycji decyduje o naszej tożsamości. I co tu dużo ukrywać ? Dumna jestem z tego, że wiem kim jestem - a sama czynnie kultywuję rodzinną tradycję. Dla siebie i dla moich dzieci, abym mogła któregoś dnia odpowiedzieć na ich pytania.
Z OSTATNIEJ CHWILI / MOIM ZDANIEM (choć pewien znany mi profesor snob twierdził, iż do mówienia "moim zdaniem" mają prawo dopiero ci, którzy zrobili doktorat - ja nie pomna tej mądrości pozwolę sobie zdanie własne jednak mieć:)
_____________________________________
Bywa, że słów brakuje na komentarz otaczającej rzeczywistości. Wtedy dobrze jest sięgnąć do klasyków. Dziś, czytając po raz wtóry Nowy Świat i okolice T. Konwickiego, ułowiłam taki oto celny opis - jakże trafnie stawiający diagnozę naszego społeczeństwa (bynajmniej nie o diagnozę literatury w tym cytacie mi chodzi): „(...) Zwróćcie uwagę, że od dwóch stuleci cała lepsza albo prawdziwsza literatura polska powstała z dala od Polski. Od Mickiewicza do Gombrowicza. Rodziła się tam, gdzie nie było polskiego kołtuna, rodzimego idioty, natrętnego dewota narodowego. (...) W tym miejscu zawyje mój rodak-troglodyta i poleci pisać obelżywy anonim. Ale ja nic na to nie poradzę, że jest tak, jak jest. (...) Ledwo dychająca, słabowita, zewsząd szykanowana ta nasza biedna literatura, jakże lękliwa, grzeczna i przymilna, i ona wszakże drażniła ciemniaków nie tylko ze sfer reżimowych, ale także z tej świętej i gorącej lawy patriotycznego pospólstwa. Nie ma literatury bez czytelnika. Jaki czytelnik - taka literatura. Za poziom naszych wierszy i powieści opowiada czytelnik. (...)" A no właśnie. Parafrazując - jacy obywatele, takie państwo...?
20 lipca 2010
_____________________________________
Warszawa jest miastem dynamicznym, wciąż się zmieniającym i rozwijającym. Ten rozwój jest procesem samoistnym, związanym z procesami społeczno-gospodarczymi. Rola władz miasta sprowadza się więc do koordynowania tych procesów, kontroli oraz właściwego ukierunkowywania działających sił. Aby jednak robić to w pełni sprawnie, ci, którzy podejmują decyzje muszą mieć wyobrażenie co chcą osiągnąć, musza mieć wizję. Ta wizja powinna mieć charakter zinstytucjonalizowany, ujednolicony m in. w postaci planu zagospodarowania przestrzennego. Dopóki planu nie będzie, rozwój Warszawy będzie miał charakter chaotyczny i przypadkowy.
_____________________________________
Warszawy nie można oderwać od jej historii. Struktura przestrzenna miasta, to dziesiątki, o ile nie setki, lat ewolucji. Stare trakty w sposób płynny stają się ulicami, podmiejskie osady awansują na dzielnice, przypałacowe parki i ogrody ewoluują w miejskie parki. Wiedza o tym sprawia, że nie poruszamy się po swoim mieście po omacku, ale w pełni świadomie. Rozumiemy miejsce, w którym przyszło nam żyć.
_____________________________________
Ignorancja jest grzechem, grzechem zaniechania. Sprawia, że żyjemy nieświadomie, powierzchownie. Nie każdy, kto mieszka w Warszawie musi być specjalistą od jej historii. Nikt nie wymaga martyrologii. Ale trzeba wiedzieć, mieć świadomość co miasto przeżyło, bo miejsce w którym mieszkamy jest częścią nas samych, kształtuje nas, jest częścią naszej tożsamości.
_____________________________________
To, co się stało z Warszawą, gdy upadło Powstanie Warszawskie, to bezprecedensowe w historii bestialstwo. Zgadzam się - było minęło. Oczywiście. Jak ktoś nie chce, niech tego nie czyta, bo i tak mnie nie zrozumie. Bo trzeba chcieć zrozumieć i należy mieć wyobraźnię, aby to zobaczyć - żywą tkankę miasta, rozszarpaną, przeoraną, podeptaną. A potem po raz kolejny zbezczeszczoną, gdy w trakcie odbudowy złamano wszystkie niemal odwieczne prawa i zasady - wytyczono nowe ulice, zburzono stare domy, wybudowano szkaradne nowe osiedla, celowo tak aby zatrzeć porządek przedwojennego miasta.
_____________________________________
Miasto musi się rozwijać. Co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Sądzę jednak, że nie może się to dziać kosztem historii. Warszawiacy muszą o tym pamiętać, bo też zapomnieć się nie da - z każdego trawnika wystają cegły. Gdzie nie spojrzeć, jak ruiny Pompei i Herkulanum wyłazi przeszłość Warszawy. Ona cały czas tu jest, trzeba tylko uważnie patrzeć. Dla mnie fascynujące jest przyglądanie się placom budowy, gdzie wykopuje się z ziemi tony gruzu. Gdzieś niedaleko, pod samą powierzchnią wciąż jest jeszcze przedwojenna Warszawa. Ona wciąż istnieje.
_____________________________________
To, że miasto zostało zniszczone a po wojnie zostało znacjonalizowane, to nic złego. Oczywiście nic nigdy nie jest po prostu czarne lub białe. Trzeba pamiętać, że przedwojenni inżynierowie mieli związane ręce prawem własności - żeby zbudować nową ulicę, czy wytyczyć i przebić kolejną arterię trzeba było wykupić ziemię i kamienice, które stały na drodze. Powojenni inżynierowie mieli wielkie pole do popisu i mogli popuścić wodze fantazji. W wielu przypadkach z ogromnym sukcesem - zresztą. Nie mogę jednak zrozumieć, dlaczego wyburzyli również te budynki, które wojnę przetrwały.
_____________________________________
Miasto to przestrzeń społeczna i architektoniczna, gdzie na stosunkowo małym obszarze żyje obok siebie bardzo dużo obcych sobie ludzi. Istotą tej symbiozy jest niepisana zgoda na ogólnie akceptowane zachowania, oraz na niedogodności wynikające z mieszkania w dużym zagęszczeniu. Miejska przestrzeń publiczna, jest ograniczona - przede wszystkim prawem innych osób do współistnienia w jej obrębie. Pamiętać należy, że miasto jest przede wszystkim przestrzenią wspólną! "Żyj i pozwól żyć innym" - po prostu.
_____________________________________
Pojechałam niedawno do Londynu (przyznaje, byłam tam po raz pierwszy w życiu). Niesamowite - to monumentalne miasto robi piorunujące wrażenie. Nawet przedmieścia są zbudowane według planu - nie ma tam przypadkowości. Wróciłam samolotem na Okęcie. Wzięłam taksówkę do domu w Ursusie i... niby jechaliśmy przez niemal środek miasta (do centrum jest raptem 2-3 km), ale przez okno widać było głównie "kapustę". Pola, krzywe płoty, nieużytki, ogródki działkowe (cóż to za absurd, aby w samym środku miasta, na najdroższych i najatrakcyjniejszych terenach sadzono pietruszkę i pomieszkiwano w domkach na kurzej stopce), krzaki i co jakiś czas ni w pięć ni w dziesięć jakaś "chałupina". To tak wygląda europejska stolica? Wolne żarty...
_____________________________________
I tu dochodzimy do kwestii lotniska. Wyobraźmy sobie, że mamy dolecieć do Berlina (lot trwa ok. 1,5 godziny), a na lotnisko jedziemy kolejne 1,5 godziny. Do tego odprawa, dłuższa, bo walczymy z terrorystami. W sumie samochodem chyba byłoby szybciej. We Francji już dawno wpadli na to, że lotnisko znacznie oddalone od miasta ma sens tylko w przypadku lotów transkontynentalnych oraz cargo. W Warszawie jak to zwykle bywa jesteśmy spóźnieni o jakąś dekadę - forsujemy pomysły, z których na świecie już się rezygnuje, bo się nie sprawdziły - nowoczesny, rozbudowany terminal w centrum miasta jest niezbędny! A nowy port lotniczy? oczywiście i to szybko!
_____________________________________
A teraz temat delikatny, czyli... grodzone osiedla. Cóż, skończyłam resocjalizację na specjalizacji prawno-kryminologicznej. O więzieniach, kratach, ograniczaniu wolności, oraz przyczynach i psychologicznych oraz społecznych następstwach izolacji trochę wiem. I choć znam przyczyny, dla których ludzie się grodzą (bezpieczeństwo), to zupełnie nie potrafię tego zrozumieć. I proszę mi wybaczyć, ale widzę w tej tendencji poważną patologię. No bo, że ludzi się zamyka za karę - to można zrozumieć. Ale z własnej woli?
_____________________________________
Od dwóch, trzech lat obserwuję ciekawe zjawisko - mianowicie niedokończone prace na Rondzie Zesłańców Syberyjskich - a konkretnie prowizorkę w Alejach Jerozolimskich w stronę Centrum. Nawet jeżdżąc tam codziennie nigdy nie jestem pewna czy zjadę na właściwy pas ruchu, żeby na przykład wjechać w tunel na Trasę Toruńską (nie wspominając o samym tunelu, bo w jego przypadku słów brakuje - szczególnie beleczka przed wjazdem do tunelu z informacją o wysokości przejazdu jest kuriozalna). Można zrozumieć, że po zakończeniu budowy jeszcze przez jakiś czas pozostają jakieś prowizoryczne słupki, żółte pasy itp. Ale jeśli taka prowizorka trwa dłużej, to zrozumienie się kończy a zastępuje je pytanie - kto tu jest gospodarzem? Po tych ostatnich kilku latach należy wysnuć wniosek, że rondo jest bezpańskie. Może zgłosi się ktoś i je zaadoptuje, bo żal biednej sierotki...
_____________________________________
Jako kierowca z szesnastoletnim stażem apeluję do współmieszkańców o szybsze i sprawniejsze ruszanie ze świateł. Podobno umiejętności tej uczą na kursach nauki jazdy we Francji i w Anglii. Cały fortel polega na tym, że w chwili, gdy zmienia się światło z czerwonego na zielone, wszystkie samochody równocześnie ruszają. Dzięki temu więcej aut przejeżdża jednorazowo skrzyżowanie. U nas kierowcy ruszają dopiero jak ten przed nimi niknie w oddali...Jak stoję za najnowsza Toyotą RAV4, która rusza jakby miała silnik od malucha, to przypominam sobie, że jak miałam kiedyś malucha ruszałam szybciej. Przy okazji apeluję o wpuszczanie przed siebie kierowców, którzy sygnalizują zamiar zmiany pasa - korona z tego powodu nie spada o ile mi wiadomo.
_____________________________________
Sugeruje ponadto, aby wszyscy, którzy nie mają dzieci i co za tym idzie nie przemieszczają się z wózkami po ulicach naszego pięknego miasta, raz w roku pożyczyli wózek i pojechali na spacer. A po zakończeniu spaceru - jeśli mają jakikolwiek wpływ na to jak wyglądają chodniki, podjazdy, wejścia do sklepów ścieżki w parkach itp. - żeby natychmiast coś z tym zrobili. Bo spacer z dzieckiem w wózku przypomina ścieżkę zdrowia. Zresztą, co tam dzieci - wyobraźmy sobie niepełnosprawnych. Wcale się nie dziwię, że nie wychodzą z domów. Co drugie wejście do sklepu ma schodek lub schodki. Poczty, banki, szkoły - niby coś się zmienia, ale jakoś wyjątkowo opieszale.
_____________________________________
Mój ulubiony ostatnio temat - forty. Jak zapewne wszyscy wiedza są one pozostałością Twierdzy Warszawa, czyli zespołu carskich umocnień wokół miasta, których sercem była Cytadela. Od lat nikt nie wie co z nimi zrobić. Są zabytkami, więc nie bardzo można je przebudowywać, niszczeją. A są świetne - jak byłam dzieckiem miałam ogródek działkowy na terenie Wytwórni "Czołówka". Tam też jest fort - cóż to były za fantastyczne zabawy! Kilka tygodni temu, z kolei byłam na forcie przy Racławickiej, gdzie jest kilka pubów. Zostały one wkomponowane w poforteczną architekturę, i to w taki sposób, że mają zupełnie niepowtarzalny klimat. Zrobiły na mnie kolosalne wrażenie. W fortach drzemie potencjał niech no ktoś się tym zajmie nim się rozpadną.
GALERIA - JA I MOJA WARSZAWA
Zdjęcia rodzinne
więcej »Stanisław Sheybal
W okresie międzywojennym Krzemieniec stał się ważnym ośrodkiem rozwoju fotografii artystycznej. Świadczą o tym liczne wzmianki o udziale krzemienczan w ogólnopolskich wystawach zamieszczane w fachowej prasie fotograficznej. O rzeczywistym rozmiarze tej działalności można jednak jedynie domniemywać, gdyż nie zachowały się dokumenty. Nie ma też dotychczas na ten temat publikacji, ani nie są prowadzone systematyczne badania. Ignacy Płażewski w Dziejach polskiej fotografii poświęcił sporo uwagi Krzemieńcowi i to on potwierdził istnienie tego ośrodka fotografii na przedwojennej mapie Polski. Uważał, że żadnemu miastu nie udało się w tak krótkim czasie stać się dla swojej okolicy pulsującym ogniskiem kultury artystycznej, zwłaszcza w dziedzinie fotografii[1]. Jednym z twórców i animatorów działalności artystycznej w Krzemieńcu był Stanisław Sheybal.
więcej »CV
więcej »
Galeria - Ja, Warszawa i nie tylko
więcej »
W cieniu Góry - rzecz o rodzinie Sheybalów
Przed wybuchem I wojny światowej inteligencja polska na Wołyniu była grupą nieliczną i nie odgrywała samodzielnej roli społecznej (Polacy stanowili ok. 15% ludności). Składała się ona z przedstawicieli zawodów prestiżowych i dobrze płatnych takich jak lekarze i adwokaci (w większości potomków rodzin ziemiańskich) oraz z „proletariatu umysłowego” czyli z urzędników i nauczycieli oraz osób bez stałego zajęcia. Podczas I wojny światowej większa część rodzin ziemiańskich i inteligenckich opuściła Wołyń. Po wojnie w latach 1917 i 1918 zaczęto tworzyć na Wołyniu sieć polskich organizacji społecznych i kulturalnych koncentrując się na organizowaniu pomocy dla ofiar wojny oraz tworzeniu polskich instytucji oświatowych. Przedstawiciele tych środowisk reprezentowali interesy polskie wobec władz niemieckich w 1918 r., witali jako gospodarze wojska polskie zajmujące Wołyń wiosną 1919 r. i uczestniczyli w organizacji władz polskich1.
więcej »
























