Aleksandra Sheybal-Rostel - Strona głównaAleksandra Sheybal-Rostel - O mnieAleksandra Sheybal-Rostel - Mój programAleksandra Sheybal-Rostel - TPWAleksandra Sheybal-Rostel - Grodzone osiedlaAleksandra Sheybal-Rostel - Koło PO UrsusAleksandra Sheybal-Rostel - KrzemieniecAleksandra Sheybal-Rostel - Kontakt

 

 

SUBIEKTYWNY RAPORT KOSZMARÓW ESTETYCZNYCH

„Polityka" nr 31 z 31 lipca 2010 opublikowała RAPORT w którym zamieściła 15 najbrzydszych rzeczy w nowej Polsce czyli „subiektywny ranking koszmarów estetycznych".

Z komentarzem do tego zestawienia zgodzić się muszę - faktycznie z roku na rok Polska się zmienia, w większości na lepsze. Ale też - czego nie da się ukryć - „współczesna polska brzydota zmieniła kostium ze zgrzebnego lokalnego na barwny, pseudoeuropejski. Ze szpetoty naturalnej na kicz i karykaturę piękna." Gonimy Europę potykając się po drodze - zupełnie niepotrzebnie. Szczególnie, że nie zawsze i nie w każdej dziedzinie gonić ją warto. Na wszystko musi przyjść czas. Co zaś się tyczy spisu koszmarków, to nie do końca się z nim  zgadzam - moje zestawienie wyglądałoby tak:

- nieład urbanistyczny - co pociąga za sobą całą resztę problemów

- neogargamele

- grodzone osiedla

- kolejowiska

- dzikie parkingi (lub po prostu tereny niezagospodarowane)

- plastikowa, sztuczna i tandetna neoelegancja - czego wykwity najlepiej widać w lokalach gastronomicznych

- pseudo światowe nazwy i panosząca się wszędzie niczym nieuzasadniona angielszczyzna

 

A tak oto wyglądał ranking sporządzony przez „Politykę":

 

1. Worki ze śmieciami - oj tam, oj tam... jest ich znacznie mniej niż w większości europejskich miast. Coraz rzadziej można je zaobserwować na poboczach dróg - częściej wystają z przepełnionych śmietników. Jest to kwestia sprawniej działających służb porządkowych i widocznie mało jeszcze wyrobionych uczuć estetycznych mieszkańców.

 

2. Nieporządek urbanistyczny - o tak! W tej kategorii jesteśmy absolutnymi mistrzami.

 

3. Bazgroły (czyli graffiti) - bywa z tym różnie. Irytuje mnie złośliwe malowanie byle czym byle czego na świeżo odmalowanej ścianie. Ale w większości wypadków rysunki bywają estetyczne i nieźle maskują szkaradę tego co pod spodem. Nie wróżę tej dziedzinie malarstwa w Polsce długiej kariery - więc nie przesadzajmy. Proponuję każdemu kto się nie zgadza wycieczkę do Paryża czy Brukseli.

 

4. Reklamy - i znowu się nie zgadzam. Będąc dzieckiem wychowanym w komunie nadal mam niedosyt tych reklam - synonimu normalności. Może nieco mi się już przejadły, ale nie kojarzą mi się szczególnie negatywnie. Mam natomiast (dość chyba odosobnione) zdanie na temat reklam wielkoformatowych - uważam, że wyglądają one znacznie lepiej i estetyczniej niż małe i pstrokate reklamy w dużych ilościach, w jednym miejscu. Duża reklama jest czytelna i nie męczy wzroku. A gdy przy okazji zasłania jakiś architektoniczny koszmar - to tym lepiej.

 

5. Kolejowisko - tak tak, PKP jako gospodarz to kompletna klapa i porażka. Nie rozumiem jak to jest, że od lat nie można na tej instytucji wymusić współpracy z samorządami. Polskie dworce kolejowe straszą przetrawionym i wyblakłym peerelem.

 

6. Psie kupy - cóż tu komentować...

 

7. Grodzenia - wiele na ten temat już sama pisałam. Podoba mi się jednak komentarz z „Polityki" - „solidne mury stanowią odrobinę luksusu dla ubogich" - nic dodać, nic ująć

 

8. Bazary i targowiska - bez przesady. Nie da się całego handlu zamknąć w centrach handlowych. Handel bazarowy i uliczny jest jak najbardziej zdrową i normalna formą handlu i tylko od lokalnego samorządu zależy, czy będzie się on odbywał w metalowych budkach w kałuży błota, czy w estetycznych altankach z pełną infrastrukturą. Ja bym się tu nie czepiała.

 

9. Wielkopłytowe elewacje - nie można się nie zgodzić, że elewacje blokowisk to olbrzymie pole do popisu dla „niewyżytych artystycznie prezesów spółdzielni". Absolutna prawda, że bloki malowane są tak, że zęby bolą. Ale ja osobiście wolę to niż to co było wcześniej - czyli wielkopłytową siermiężność. Obawiam się, że trudno tu coś lepszego zrobić - chyba, że wyburzyć blokowiska i wybudować wszystko od początku.

 

10. Neogargamele - znacie państwo hotel „Czarny Kot" przy rondzie Radosława w Warszawie? - jest to absolutnie rewelacyjny przykład neogargamela. Takich potworków w Polsce jest cała masa. Trudno z nimi walczyć, bo każdy ma prawo zbudować na własnej ziemi to, co mu się podoba. Właściwie słów szkoda na komentowanie tych wyczynów.  

 

11. Domy z katalogów - ich popularność wynika z uniwersalności projektu i ceny - z tym trudno polemizować. I trudno ludzi zmuszać by zatrudniali architekta, gdy z trudem ich stać na wybudowanie tego domu. Problem leży jednak po pierwsze w gustach przyszłych mieszkańców a po drugie w ogólnym architektonicznych chaosie.

 

12. Siding - jest okropny. Ale czy ktoś jeszcze pamięta, że była to pierwsza zachodnia metoda docieplania i remontu domków jednorodzinnych? Z biegiem lat przestało się to podobać, ale na początku chwaliliśmy mieszkańców za zmysł gospodarski i dbałość o swoja własność. I niech tak zostanie. Za kilka lat siding na dobre zniknie bez interwencji z zewnątrz.

 

13. Dzikie parkingi - cóż, tam gdzie samorządowi zabrakło wyobraźni aby teren zagospodarować, tam weszli biznesmeni i założyli parkingi - na które niezmiennie jest popyt. Problem więc leży (znów): w chaosie architektonicznym; w braku poszanowania dla przestrzeni (taki peerelowski przeżytek); w braku pomysłów na zapewnienie parkingów - ostatecznie coś z tymi samochodami trzeba robić. Uważam co prawda, że strzeżone parkingi to już absolutny przeżytek. Ale dopóki będą potrzebne, dopóty będą istnieć.

 

14. Kostka Bauma - nie jest śliczna, ale proszę sobie przypomnieć jaki entuzjazm budziła gdy się pojawiła i zaczęto nią zastępować obmierzłe płyty chodnikowe. Być może już czas na kolejny etap rozwoju - czyli zastąpienie kostki czymś innym. Ja uważam, że są one po prostu etapem przejściowym.

 

15. Dekory - zapraszam do Niemiec, tam dopiero są „dekory". A poważnie - nie jest moim zdaniem tak bardzo u nas źle. Karzełki ogrodowe bywają to tu to tam. Mnie osobiście bawią.  Nie jest to problem, w każdym razie

A. Sheybal-Rostek

29 lipca 2010 r.

_______________________________________

Felietonik z potrzeby chwili

              Miało być o Warszawie, ale pozwolę sobie na małą dygresję. Otóż czytuję regularnie a namiętnie „Nasz Dziennik" i „Gazetę Polską". Bynajmniej nie robię tego z powodu ślepej wiary w ich przekaz. Czytam te dzienniki trochę dla poszerzenia swego światopoglądu a trochę dla rozrywki. Nic tak dobrze nie robi bowiem przy porannej kawie jak solidna porcja paranoi zakrapianej absurdem. Poszukiwanie tych smaczków i tego szczególnego kolorytu ukrytego w niewinnie wyglądającej treści - to sama przyjemność, proszę mi wierzyć. Chwilami smutno i straszno się człowiekowi robi gdy to czyta, ale znacznie częściej śmiech gromki z trudem powstrzymywany wybucha z wielką siłą. Zazwyczaj zażywam tej przyjemności w samotności, ale dziś po prostu powstrzymać się już nie mogę, aby nie podzielić się z bliźnimi dzisiejszymi werbalnymi łowami na łamach „Gazety Polskiej" (nr 29, czwartek 21 lipca 2010). Poniższy cytat zwalił mnie wprost z nóg: 

W walce o utrzymanie postkolonialnych struktur III RP rządowo-medialna machina propagandowa dobrnęła do ściany. Tak tragicznego stanu państwa oraz tak skorumpowanej i nieudolnej elity władzy nie da się już bronić merytorycznie. - napisał na wstępie swych wynurzeń Pan Krzysztof Wyszkowski. „ Dlatego propaganda Platformy stała się kalką propagandy PRL. (...) Gdy dla pacyfikacji niezadowolenia społecznego władza nie może już liczyć na wymowę faktów, machina propagandowa musi posłużyć się operacjami psychologicznymi. Do śmierci Prezydenta Lecha Kaczyńskiego skutecznie stosowano rządowo-medialną kombinację operacyjną, w której zły prezydent uniemożliwiał rządzenie państwem. (...) Tragiczna śmierć prezydenta i otrząśnięcie się wielu obywateli z wpływu tej propagandy doprowadziły do powstania nowej sytuacji. Widomym znakiem zrozumienia skali i groźnych dla postkomunistyczno-agenturalno-korupcyjno-mafijnego Układu skutków tej zmiany było przemówienie Donalda Tuska na IV Konwencji Krajowej PO 26 czerwca 2010. Myślę, że w przyszłości, już po upadku Tuska i Platformy, przemówienie to zostanie opisane we właściwych kategoriach, czyli w odniesieniu do wzorów znanych z historii totalitaryzmu. (...) Dalej nasz publicysta podsumował: „(...) Wszyscy wiedzą, że Tusk jest polityczną emanacją podległych mu służb, które użyły tego „machera z zaplecza" do odegrania roli obrońcy Układu przed Polską patriotyczną. (...) Jest to sytuacja niebezpieczna dla każdego pozostającego w opozycji do „reżimu miłości", ponieważ grozić mu mogą nie areszty, lecz działalność „nieznanych sprawców". A na zakończenie autor podał prostą diagnozę: „Tusk znalazł się w sytuacji krytycznej nie z powodu siły opozycji, lecz ze względu na własną słabość wobec Układu."

 Istota spoza..

Łał....!!!! Absolutna wirtuozeria tego przekazu zmraża krew w żyłach i pozostawia niezatarte wrażenie. Pozostaję od rana wstrząśnięta do granic możliwości. Tak niewiele potrzeba  - przyznacie to sami - aby osiągnąć stan długotrwałej ekstazy - jedyne 3,90 (w tym 7% VAT).

 22 lipca 2010

Aleksandra Sheybal-Rostek

 

______________________________________________ 

TYBET

W dniu 13 maja 2010 r. Rada m.st. Warszawy przyjęła nazwę „Rondo Tybetu" dla ronda u zbiegu ul. Kasprzaka i Alei Prymasa Tysiąclecia.  Projekt tej uchwały wzbudzał ogromne emocje, gdyż wielu mieszkańców Warszawy życzyło sobie aby rondo nosiło nazwę „Rondo Wolnego Tybetu". Ponieważ klub PO w Radzie m. st. Warszawy nie miał okazji przedstawić swoich argumentów (pod naporem zarzutów i oskarżeń) w związku z tym poniżej krótkie uzasadnienie.

Uzasadnienie nazwy Rondo „Tybetu"

            Klub PO stoi na stanowisku, że w podejmowaniu wszelkich decyzji związanych z poparciem dla Tybetu należy się kierować wolą jego mieszkańców, precyzyjnie wyrażoną przez Dalajlamę w Memorandum w sprawie autonomii Narodu Tybetańskiego z 31 października  2008 r. Istotą idei „Drogi Środka" - prezentowanej w tym memorandum - jest zagwarantowanie faktycznej autonomii narodowi tybetańskiemu na zasadach określonych w konstytucji Chińskiej Republiki Ludowej. To obopólnie korzystne rozwiązanie leży w długofalowym interesie zarówno Tybetańczyków, jak i Chińczyków. Autorzy memorandum zaznaczyli, że pozostają wierni zasadzie nie zabiegania o oderwanie lub niepodległość Tybetu. Pragną - natomiast -  rozwiązania problemu w ramach prawdziwej autonomii, która jest zgodna z zasadami określonymi w konstytucji ChRL. Zaznaczyli również, że ochrona i rozwój jedynej w swoim rodzaju tożsamości Tybetu we wszystkich jej aspektach leży w interesie całej ludzkości, a zwłaszcza narodów tybetańskiego i chińskiego. Również Dalajlama wielokrotnie powtarzał, że nie chce niepodległości Tybetu - pragnie jedynie, aby prawo do autonomii zagwarantowanej Tybetowi przez chińską konstytucję było respektowane.

            W tym kierunku szły również dotychczasowe działania społeczności międzynarodowej. Zarówno Organizacja Narodów Zjednoczonych, jak i Unia Europejska wzywały do poszanowania podstawowych praw człowieka narodu tybetańskiego oraz jego wyjątkowego życia kulturalnego i religijnego. Jeśli używane było słowo „wolność", to odnosiło się ono nie do niepodległości Tybetu, ale do szeroko rozumianych swobód obywatelskich oraz przestrzegania praw człowieka. Rada m. st. Warszawy kierując się powyższymi wytycznymi  wyraziła swoje symboliczne poparcie dla Tybetu nadając, dnia 29 lipca 2009 r., honorowe obywatelstwo Warszawy jego świątobliwości Dalajlamie. Był to akt solidarności z Narodem Tybetańskim jednoznacznie świadczący o otwartym i głośnym poparciu dla tybetańskich dążeń.

            Wszelkie akty solidarności społeczności międzynarodowej z Tybetańczykami podkreślają poparcie dla pojednania władz Chin z Dalajlamą i jego przedstawicielami, które powinno przebiegać w pokojowej atmosferze. Nie służą takiej „pokojowej atmosferze" wszelkie akty mogące zaognić napięcia między Rządem ChRL a Tybetańczykami. Podejmując jakiekolwiek działania trzeba brać pod uwagę przede wszystkim wolę narodu tybetańskiego i konsekwencje jakie może on ponosić za nieprzemyślane gesty. Dlatego  Klub PO uznał, iż umieszczenie w nazwie ronda słowa „Wolny" może być szkodliwe i mieć negatywne konsekwencje - bynajmniej nie dla Polaków, ale właśnie dla Tybetańczyków. Całkowicie wystarczającym gestem poparcia będzie nazwanie jednego z warszawskich rond   „Rondem Tybetu". Samo słowo Tybet  niesie bowiem  w sobie wystarczająco duży bagaż znaczeń i emocji oraz bogatą symbolikę - mówiąc „Tybet", myślimy o autonomicznym i wolnym  od przemocy Narodzie Tybetańskim. 

A. Sheybal-Rostek

13 maja 2010 r.

 

_______________________________________

NOWOLAZUROWA 

VICTORIA!

 

 Na sesji Rady Warszawy w dniu dzisiejszym (17 września 2009 r.) zostały przegłosowane zmiany w budżecie miasta, dzięki którym jeszcze w tym roku ruszy budowa Nowolazurowej (pierwszego odcinka od al. Jerozolimskich do ul. Chrościckiego we Włochach). W 2009 r. zostanie wprowadzony wykonawca na tzw. obszary zamknięte, czyli kolejowe, gdzie rozpoczną się prace. W tym samym czasie będą trwały prace projektowe, związane ze zmianą jaka było podzielenie budowy Nowolazurowej na etapy. W kolejnych latach zostaną przekazanane na budowę: 2010 - ok. 22 miliony zł; 2011 - ok. 58 milionów zł; 2012 - ok. 72 miliony zł; 2013 - ok. 27 milionów zł. Zakończenie prac planowane jest na 2013 rok. 

17 września 2009

 

________________________________________

JESZCZE CHWILECZKĘ, JESZCZE MOMENCIK

 Na sesji Rady Warszawy w dniu 17 września będą głosowane zmiany w budżecie miasta, dzięki którym zostaną zabezpieczone środki na budowę Nowolazurowej (pierwszego odcinka od al. Jerozolimskich do ul. Chrościckiego we Włochach). Ursus trzyma kciuki!

15.09.2009

 

________________________________________

WYGRALIŚMY BATALIĘ

      Od kilku miesięcy rozstrzygały się losy budowy ulicy Nowolazurowej. Po tym, gdy okazało się, że inwestycja ta „wypadła" z Wieloletniego Programu Inwestycyjnego (WPI) nie było dnia aby nie toczyły się rozmowy w tej sprawie. Ursus musiał sobie wywalczyć budowę tej strategicznej arterii. Jak podała GW 31 lipca 2009 - Nowolazurowa zacznie być budowana jeszcze w tym roku (inaczej przepadnie pozwolenie na budowę) dzięki unijnej dotacji - która pierwotnie miała być przeznaczona na obwodnice Pragi. O przesunięciu pieniędzy zdecydowały względy ekonomiczne oraz praca Zarządu Dzielnicy Ursus i Radnych Ursusa w Radzie Warszawy (z rządzącej miastem Platformy Obywatelskiej) a przede wszystkim uwaga i troska poświęcona tej sprawie przez naszą Posłankę Małgorzatę Kidawa-Błońską.
      Wygraliśmy batalię, ale zarzucono nam, że stało się to kosztem zaniedbanej prawobrzeżnej części Warszawy. Co więcej, że winę (a właściwie z naszego punktu widzenia zasługę) ponosi rządząca Warszawą PO. Niewątpliwie tak jest, bo wszystko co się w tej chwili w mieście dzieje zależy od rządzącej koalicji - nic więc w tym odkrywczego. A już kompletnie absurdalna jest sugestia GW, że stało się tak a nie inaczej, gdyż PO w Ursusie miała najgorsze wyniki wyborcze. Cóż, jeżeli maleńki Ursus ma we władzach dzielnicy Burmistrza i siedmiu Radnych a także dwoje Radnych m.st. Warszawy, nie wspominając o jednym pośle na Sejm RP - to faktycznie wyniki wyborcze należy uznać za dramatyczne.
      Z mojego punktu widzenia to, że dostaliśmy te pieniądze, to ogromny sukces, bo Nowolazurowa jest (co wie każdy mieszkaniec Ursusa) absolutnie niezbędna. I o tym wiedzieli mieszkańcy Ursusa już od kilku lat. Dziwi mnie w związku z tym prowadzenie badań jakie zleciła firma deweloperska Ebejot oraz organizowanie konferencji prasowej (w dniu 10.09.2009 r. - na którą nie został zaproszony Zarząd Dzielnicy Ursus) - mającej za zadanie udowodnić, że brak Nowolazurowej jest nie tylko koszto, ale też czaso chłonny oraz ogólnie nader szkodliwy dla mieszkańców - i to w chwili, gdy wszystkie decyzje już zapadły i nikomu niczego nie trzeba udowadniać. Jedynym efektem tych spóźnionych mocno działań (które byłyby nader pożyteczne mniej więcej rok temu) stało się to, że całą zasługę za doprowadzenie do budowy Nowolazurowej wziął (w świetle fleszy i na łamach GW - co mnie bardzo dziwi, skoro człowiek ów jest członkiem opozycyjnego PiS a według GW za przesunięciem pieniędzy z obwodnicy Pragi na Nowolazurową stoi Platforma Obywatelska) na siebie człowiek, który nie miał najmniejszego wpływu na to jakie zostały podjęte decyzje. Natomiast ludzie, którzy poświęcili temu przedsięwzięciu miesiące pracy pozostali anonimowi. Przychodzi mi w tej chwili do głowy tylko jedno mądre, ludowe przysłowie: „krowa, która dużo ryczy mało mleka daje". A my pracujemy cicho i spokojnie dalej.

A.Sheybal-Rostek
10.09.2009

 

______________________________________________ 

CHWILA NIEUWAGI

Na posiedzeniu Komisji Ładu Przestrzennego w dniu 24 listopada 2008, podczas prezentacji dotyczącej budżetu Warszawy na 2009 r. wymieniane były inwestycje planowane do realizacji. Wśród nich nie została wymieniona ulica Nowolazurowa.

Oczywistym stało się dla mnie zadanie pytania na ten temat - odpowiedź była co najmniej zaskakująca, gdyż poinformowano mnie oraz innych członków komisji, gości i dziennikarzy, iż ulica Nowolazurowa nie znalazła się w Wieloletnim Programie Inwestycyjnym (WPI), a tym samym nie są na nią przeznaczone środki. Oznaczało to w praktyce, że budowa tej potrzebnej arterii została odsunięta w czasie przynajmniej do roku 2012.

Moje zaskoczenie było absolutne. Nie pamiętam jak to wtedy podsumowałam, ale chyba użyłam określenia absurd. I w takiej formie znalazło się to dnia następnego w Gazecie Stołecznej. Od rana urywały się maile i telefony. Dzwonili mieszkańcy Ursusa i znajomi. Okazało się w dodatku, że o fakcie wyrzucenia Nowolazurowej z WPI nie wiedzą władze dzielnic, dla których jest to inwestycja kluczowa, czyli Ursusa, Włoch oraz Bemowa.

Niewinne pytanie jakie zadałam na komisji, stało się początkiem kampanii, która miała za zadanie przywrócenie Nowolazurowej do WPI. Odbyło się posiedzenie połączonych komisji Ursusa i Bemowa, zaś na posiedzeniach Rad Dzielnic, zostały podjęte stosowne uchwały. Dzięki temu wkrótce Nowolazurowa powróciła do WPI, choć przyznano na jej realizację środki umożliwiające prowadzenie tylko prac planistycznych. Dawało to jednak nadzieję na wywalczenie dodatkowych pieniędzy.

Obecnie wiadomo już, że Nowolazurowa nie tylko „wróciła", ale są środki na jej budowę. Być może uda się wywalczyć dodatkowe pieniądze. Na pewno jednak hałas jaki powstał wokół tej inwestycji spowodował, że nikt nie może już zaniechać budowy. Burmistrzowie Ursusa, Bemowa i Włoch pilnują tej inwestycji. Ja również trzymam rękę na pulsie. Jestem Radną z Ursusa i Nowolazurowa jest dla mnie absolutnym priorytetem.

A. Sheybal-Rostek

9.07.2009

 

________________________________________

NIE OD RAZU WARSZAWĘ ZBUDOWANO

Dnia 22 listopada 2008 minął rok, od chwili, gdy zostałam zaprzysiężona na Radną m.st. Warszawy. Weszłam do Rady w trakcie trwania kadencji, stając się w ten sposób najmłodszą stażem i doświadczeniem radną. Po roku pracy mogę ocenić nasze wspólne wysiłki i starania, tak Rady jak i Pani Prezydent. A musze przyznać że dzieje się niemało.

Wbrew powszechnemu przekonaniu, słuszne decyzje nie zawsze są popularne. Najczęściej bywa wręcz odwrotnie. I nie zależy to od dobrej woli i chęci osób decyzje te podejmujących. Łatwo jest pytać, dlaczego Pani Prezydent nie zrobiła tego czy tamtego. Trudniej jest zdecydować o tym co wybrać, jak postąpić, jakie rozwiązanie jest najlepsze, mając na uwadze różnego rodzaju ograniczenia, jak choćby środki konieczne do realizacji tych zamierzeń. Miasto, to olbrzymi organizm, podlegający (jak wszystko inne) prawom rynku. Jego funkcjonowanie zależy przecież od wielu różnych czynników. Jeśli powiem, że takim czynnikiem jest polityka, to chyba nikt nie będzie zaskoczony. Do tego dochodzi oczywisty bezwład machiny urzędniczej, wiedza i umiejętności ludzi pracujących w różnych miejskich instytucjach i jeszcze wiele innych rzeczy - z czego każdy sobie zdaje sprawę. Obecna ekipa zarządzająca Stolicą charakteryzuje się podejmowaniem decyzji które nie zawsze przysparzają jej zwolenników, lecz są niezbędne z punktu widzenia prawidłowego funkcjonowania miasta. Przecież słabością poprzedniej prezydentury było właśnie to, że nie podejmowano żadnych decyzji. Sztuką jest więc decydowanie i przyjmowanie na własne barki krytyki i odpowiedzialności za to co się zrobiło. I tak właśnie rzecz się ma w obecnej kadencji.

Oczywiście na półmetku urzędnicy mówią wyłącznie o sprawach które udało im się skutecznie rozwiązać - ale niby dlaczego miałoby być inaczej? Nikt przecież chwalić się nie lubi tym co się nie udało. W gospodarce rynkowej nie mówi się o porażkach, a opiewa się sukcesy. Takie są prawa rządzące każdym przedsiębiorstwem. A miasto, to nic innego, jak olbrzymie przedsiębiorstwo. I choć może polskiej naturze nie w smak - tak typowe na przykład dla Amerykanów - propagowanie sukcesu, to przecież byłoby absolutnie bez sensu, gdyby władze miasta omawiając półmetek swojej pracy zaczęły wymieniać czego nie udało im się zrealizować. Szczególnie, że nie wynikało to ani ze złej woli ani z niekompetencji. Warszawa jako urząd podlega takim samym przepisom prawa jak każdy obywatel i tak samo jak my, miasto boryka się z ich niespójnością i długotrwałymi procedurami. Zadziwia mnie zawsze, że narzekamy na przewlekłość prowadzonych postępowań, lecz kiedy sprawa dotyka nas osobiście, korzystając z tych demokratycznych procedur odwołujemy się do upadłego, przeciągając rozwiązanie sprawy w nieskończoność. Najlepszym tego przykładem jest zwężenie na Powstańców Śląskich - co prawda właściciele deklarują chęć zakończenia sprawy, ale w rezultacie tych "starań" ich dom od wielu lat stoi dokładnie na środku ruchliwej ulicy. Wierzyc mi się nie chce, że winą należy obarczyć wyłącznie niekompetencje urzędników. A na miejscu właścicieli umarłabym ze wstydu, że codziennie kilka tysięcy kierowców jadąc Powstańców Śląskich pomstuje na mnie albo śmieje się ze mnie.

Władze Warszawy postawiły przed sobą wiele wyzwań. Programy wyborcze, to przecież zazwyczaj marzenia, wizje które życie brutalnie weryfikuje. Jak bowiem inaczej określić na przykład projekty wyborcze dotyczące wprowadzenia w Warszawie tramwajów wodnych. Piękna wizjonerska projekcja i praktyczne narzędzie w rękach opozycji aby co i rusz wytykać absurdalność i niewykonalność takiego zobowiązania. Choć, kto wie, może kiedyś takie tramwaje powstaną. Ale na pewno już nie w tej kadencji. A dlaczego? - bo ni mniej ni więcej są ważniejsze sprawy. Można się więc z wyrozumiałością uśmiechnąć, ale nie ma co się wyśmiewać. Ja też bym chciała, aby cos takiego powstało. Tyle, że za znacznie ważniejsze uważam wybudowanie Mostu Północnego.

Potrzeb jest wiele, planów i inwestycji czekających na realizację też bardzo dużo. Nie da się tego wszystkiego zrealizować naraz i to przez cztery lata. Zostanie jeszcze wiele wyzwań dla kolejnych władz miasta. Ważne jest w tej chwili, aby wykonać przyjęte założenia i doprowadzić do realizacji tych inwestycji, które zostały już umieszczone w budżecie. Czy bowiem cokolwiek dobrego wnosi negatywny PR, w myśl którego Hanna Gronkiewicz-Waltz doprowadziła do rozkopania Warszawy, dezorganizując w ten sposób życie miasta? Toż to oczywisty absurd. Miasto to nie laboratorium, gdzie w sposób czysty i bezbolesny, nagle i cudownie cos się nagle pojawia. W psychologii funkcjonuje pojęcie "dezintegracji pozytywnej", czyli w skrócie - aby coś nowego i twórczego powstało, musi najpierw dojść do zniszczenia tego co było poprzednio. Jeśli chcemy poruszać się po mieście nowymi drogami, musimy cierpliwie poczekać aż dobiegnie końca przebudowa. Wszystkim nam utrudnia to życie, ale raczej nie wolno tylko z tego powodu zaniechać jakichkolwiek działań.

Wszystko to, o czym napisałam dla sceptyków zapewne nie będzie stanowiło argumentu za pozytywna oceną poczynań ekipy (och, co za okropne określenie) Hanny Gronkiewicz-Waltz. Jestem jednak przekonana, że tych, którzy wierzą w dobrą wolę i umiejętności Pani Prezydent jest w naszym mieście większość. I jestem pewna, że przyjmują oni za dobrą monetę wysiłki miasta zmierzające do zmiany obecnego (jakże uciążliwego) stanu rzeczy. Za dwa lata przyjdzie czas rozliczeń i wtedy mieszkańcy ocenią obecnie rządzących. W tej jednak chwili jest na to zdecydowanie za wcześnie. Dajcie nam jeszcze czas, obserwujcie i nie dawajcie się omamić demagogicznym wypowiedziom politycznych oponentów. Już da się zauważyć, a za dwa lata będzie to jeszcze bardziej widoczne, że dzisiejsze decyzje przynoszą widoczne efekty. Wszystko wymaga czasu. Osobiście uważam, że cztery lata to bardzo mało czasu na uzyskanie efektów z decyzji o inwestycjach wieloletnich. Bo co to są cztery lata w skali tak dużego miasta jak Warszawa? Co można w tak krótkim czasie zrobić? By Warszawa była tym miastem jakim jest dzisiaj, trzeba było kilku stuleci. Nikt więc nie zagwarantuje, że zmieni się ona w europejską metropolię w ciągu 48 miesięcy. Choć warto próbować.

autor: Aleksandra Sheybal-Rostek 

 

Galeria - Warszawa moim okiem

więcej »


Galeria śladami dawnej Warszawy

więcej »


Dawna Warszawa

więcej »


Copyright © 2009 Aleksandra Sheybal-Rostek | Projekt i wykonanie Neart